Читать бесплатно книгу «Hrabina Cosel» Józef Kraszewski полностью онлайн — MyBook

– Znasz pani historyą jego! a! ciekawa bardzo – szeptał daléj – lubi kobiéty coraz świeże… co raz świeże jak smok ów w bajce, żyje dziewicami, które mu przerażeni mieszkańcy do jego jaskini wiodą… a on je pożera… Któż jego ofiary policzy? Waćpani może słyszałaś ich imiona… ale obok znajomych, trzykroć tyle zapomnianych… Król ma dziwne smaki i upodobania: kocha się dwa dni w atłasach, a gdy mu się one znudzą, gotów na łachmany polować… Ludzie wiedzą o trzech królowych z lewéj ręki, jabym ich naliczył dwadzieścia… Königsmarck jest jeszcze piękną, Spiegel nie jest wcale stara, księżna Teschen w łaskach… ale już wszystkie go znudziły. Szuka kogoby pożarł!

Dobry pan! łaskawy pan! – dodał śmiejąc się – wszakże zabawić się musi, wszak dla tego na świat przyszedł aby mu służyło wszystko; piękny jak Apollo, silny jak Herkules, lubieżny jak Satyr… a straszny jak Jupiter…

– Dlaczegóż mi to waćpan rozpowiadasz, – wybuchnęła oburzona Anna – maszże mnie za tak nizko upadłą, bym na skinienie pańskie dała się sprowadzić z drogi honoru! Waćpan mnie nie znasz! to obelga!!

Hoym patrzał z politowaniem na nią.

– Znam moją Annę, – rzekł z uśmiechem – lecz znam dwór, pana, ludzi co nas otaczają i urok jaki ich otacza. Gdybyś pani kochała mnie byłbym spokojnym…

– Alem przysięgała wam, to dosyć – odezwała się z dumą kobiéta – nie pozyskałeś serca, ale masz słowo. Takie kobiety jak ja nie łamią przysięgi…

– Łamały i takie dla blasku korony – rzekł Hoym – księżna Teschen jest wielką i dumną panią.

Anna ruszyła ramionami z pogardą.

– Mogę być żoną, nie chcę być kochanką – zawołała – sromu na czole nosić nie umiem.

– Srom! – rzekł Hoym – a! to piecze tylko chwilę, goi się rana i nie boli, choć piętno zostaje na wieki…

– Waćpan jesteś obrzydliwy, – przerwała kobiéta z gniewem. – Sprowadzasz mnie tutaj sam… i karmisz takiemi groźbami…

Wzruszenie nie dozwoliło jéj mówić dłużéj. Hoym się zbliżył z pokorą:

– Daruj mi – odezwał się – głowę straciłem, nie wiem co czynię i co mówię… to dzikie domysły i strachy… Jutro jest bal na dworze… Król pan rozkazał ci być na nim, zostaniesz przedstawioną królowéj. Mnie się zdaje – z cicha począł spuszczając oczy – waćpani możesz co zechcesz, nawet nie być piękną… Ja chętnie zakład przegram… Będzie ci łatwo stać się śmieszną… niezgrabną. U króla wiele waży elegancya, dowcip, żywość… cóż łatwiejszego jak okazać się zaniedbaną, niezręczną, milczącą, roztargnioną i tępą? Rysy twarzy to nic jeszcze… Drezno pełne jest pięknych kucharek… August jest wytwornym znawcą, wymaga wiele… Pani mnie rozumiesz?

Anna odwróciła się od niego w milczeniu wzgardliwém postępując ku oknu.

– Każesz mi więc grać komedyą dla ocalenia swojego honoru! – zawołała z uśmiechem ironicznym – ale ja nie cierpię fałszu. Waćpana honorowi nic nie grozi… Anna Konstancya Brockdorf nie jest jedną z tych kobiet co się na łaskę pańską biorą i dają spodlić dla garści brylantów. Nie masz się czego obawiać… bądź spokojnym… Litość mnie bierze nad wami! Ja na tym balu nie będę…

Hoym zamilkł i pobladł.

– Pani na balu tym być musisz; – rzekł głosem stłumionym: – tu nie idzie już o żadne dziecinne niebezpieczeństwo ale o głowę i fortunę, o przyszłość moją… Król kazał…

– A ja nie chcę! – odparła Anna.

– Sprzeciwisz się jemu! – spytał Hoym.

– Dlaczegóż nie, panem jest wszystkiego oprócz domu i rodziny, które do Boga należą… Cóż mi uczyni?

– A! wam nic – rzekł niespokojnie minister – nadto dla pięknych pań jest grzeczny; ale ja pójdę na Koenigstein, majątki nasze zabierze fiskus, rozdrapią faworyci: nędza, śmierć.

Zakrył sobie oczy rękami.

– Wy go nie znacie – szeptał cicho – on się uśmiecha i jaśnieje jak Apollo, ale jak bóg piorunów straszny… Nie przebaczył nigdy nikomu kto śmiał zwątpić że jest wszechmocnym. Pani będziesz na tym balu, lub ja zginę…

– A sądzisz pan, hrabio Hoym – odparła Anna – iż ta groźba waszéj zguby jest dla mnie tak straszną?

Ruszyła ramionami i poszła znowu do okna…

Hoym posunął się za nią blady.

– Na miłość Bożą, o sprzeciwieniu się woli króla mowy być nie może… zaklinam was.

Kończył te słowa gdy do drzwi zapukano żywo i służący wpadł zatrzymując się w progu. Minister brwi ściągnął i nasrożył się.

– Hrabina Reuss i Vitzthum!

Ściągnąwszy usta z gniewu, Hoym pośpieszył do progu; chciał służącego wysłać z odpowiedzią odmówną, gdy po za nim postrzegł piękną, wypogodzoną, arystokratycznych rysów twarz hrabinéj, a po za nią żywo szpiegujące go oczy siostry.

Zdawało mu się że o wczorajszym wypadku i o przybyciu żony jego, nikt jeszcze w mieście nie wiedział; odwiedziny dwóch tych pań przekonywały go na nieszczęście iż popełniony po pijanemu błąd, którego sobie darować nie mógł, już się musiał stać pośmiewiskiem powszechném. Hrabina Reuss nie byłaby się pewnie inaczéj ruszyła, by wdowi dom ministra odwiedzić.

Zmięszany nad wyraz, dał znak słudze który odstąpił, a cała postać majestatyczna hrabinéj, która się była wstrzymała w progu, pokazała się w czarnych sukniach koronkami okrytych. Hrabina Reuss biała, świéża, rumiana, form nieco pełnych, ale bardzo wdzięcznych, z uśmiechem łagodnym na różowych usteczkach, nie miała w sobie nic przerażającego, przecież na widok jéj blada już twarz Hoyma, zdawała się blednąć jeszcze: zmięszał się, jakby w niéj groźbę zobaczył…

Siostra jego, pani Vitzthum towarzysząca hr. Reuss, mogła to łatwo dostrzedz w oczach brata. Na obu jednak kobiecych twarzach wykwitły tylko wzamian dwa uprzejme uśmiechy.

– Hoym! doprawdy mogłabym się gniewać na ciebie – ozwała się słodkim, wdzięcznym, melodyjnym głosem hr. Reuss – jakże to być może! Żona twoja przybywa nam tu do stolicy, a ja nic nie wiem… a ja przypadkiem od Hülchen dopiéro dowiaduję się o tém.

– Jakto? – krzyknął minister nieposiadając się ze zniecierpliwienia – i Hülchen już wié o tém.

– A! – zawołała wchodząc pani Reuss – i ona i cały świat i wszyscy o tém tylko mówią, że nareszcie masz rozum i biednéj kobiecie za kratami więdnąć nie dasz.

To mówiąc posunęła się ku Annie, badając ją oczyma, rozpatrując się w niéj, jak znawca pięknych koni patrzałby na zwierzę na targ wyprowadzone.

– Jak się masz droga hrabino – rzekła wyciągając ku niéj obie ręce. – Jakżem rada że cię tu powitać mogę, gdzie jest właściwe miejsce twoje. Pierwsza się tu zjawiam, ale wierz mi że nie ciekawość mnie tu sprowadza, tylko chęć usłużenia ci. Jesteś jutro na balu u królowéj… pustelnico moja śliczna… przybywasz dziś, nie znasz Drezna… każże mi sobie pomódz. Ja i Vitzthum niepokoiłyśmy się zawczasu o ciebie… Biédna ty nasza strwożona ptaszyno…

W czasie tego przemówienia, ta którą hr. Reuss nazwała spłoszoną ptaszką, stała tak dumna i jaśniejąca siłą, wcale nie zatrwożona, jakby tu panowała oddawna.

– Dziękuję wam pięknie – odezwała się spokojnie – właśnie mąż mi powiedział że mam być na balu. Lecz jestże to koniecznością, czy nie mam prawa zachorować choćby ze strachu, że mnie tak nadzwyczajne szczęście spotyka!

– Nie życzyłabym ci tego pretekstu używać – odpowiedziała hr. Reuss, którą Hoym ze swojego gabinetu podawszy jéj rękę przeprowadzał właśnie do ponuréj sali audyencyonalnéj – nikt nie uwierzy w chorobę popatrzywszy na ciebie, co wyglądasz jak Juno pełna blasku zdrowia i siły, nikt nie da wiary przestrachowi, boś nieulękniona.

Vitzthumowa wzięła pod rękę Annę i korzystając z tego że ją brat wyprzedzał nieco, szepnęła na ucho:

– Kochana Anno! niemasz się zaprawdę ani czego trwożyć, ani wymawiać; raz przecie wyjdziesz z téj niewoli, którą dla ciebie opłakiwałam. Zobaczysz dwór! króla… świetność naszą, któréj równéj nie ma w Europie. Ja ci piérwsza winszuję. Jestem przekonaną że los najszczęśliwszy cię czeka…

– Jam tak do mojego więzienia i ciszy nawykła – cicho rzekła Anna – iż mi już nad nie nic więcéj nie było potrzeba.

– Hoym mój – dodała Vitzthumowa – spali się z zazdrości!

I śmiać się poczęła do rozpuku.

Trzy panie którym towarzyszył pomięszany minister, stały w śród sali jeszcze, gdy służący odwołał Hoyma, za którym się drzwi gabinetu zamknęły. Hrabina Reuss pierwsza usiadła pochylając się ku pięknéj gospodyni.

– Droga moja – szepnęła – bardzom rada że piérwsza cię witam rozpoczynającą życie nowe. Wierz mi, mogę ci się przydać na co… Hoym niechcący podstawił ci pod nogi podnóżek, po którym wynijść możesz wysoko… Jak anioł jesteś piękna!

Anna zmilczała chwilkę.

– Sądząc żem ambitną, mylisz się kochana hrabino – odezwała się zimno – płoche lata przeżyłam, wielem myśléć musiała nad sobą i światem, siedząc w samotni mojéj. Wzdycham tylko aby do niéj i do méj Biblii powrócić.

Reuss się rozśmiała.

– Wszystko to się zmieni – rzekła wdzięcząc się do gosposi. Nateraz myślmy o jutrzejszém ubraniu. Vitzthum patrz i złóżmy walną radę jak ją ubrać mamy, bo sama gotowa się zaniedbać. Tobie powinno iść przecie o honor domu brata.

– Jakkolwiek się ubierze – odezwała się Vitzthumowa – zawsze będzie najpiękniejszą. Teschen z nią walczyć nawet nie może, jest zwiędła. Na całym dworze nie ma żadnéj, coby nie zgasła przy Annie. Mnie się zdaje że jak najskromniejszy ubiór będzie jéj jak najlepiéj do twarzy… niech inne się sadzą na róż, bielidło i fioki… jéj dość, choćby dziewiczéj sukienki…

Rozmowa o gałgankach stała się żywą, przerywaną, gorącą, polemiczną. Hrabina zrazu nie mięszała się do niéj, słuchając tylko dwóch przyjaciółek, zbyt czułych, by ich zajęcie się nią nie budziło podziwienia i pewnéj obawy. Powoli jednak i ona uległa magnetycznemu pociągowi, jaki strój ma dla niewiast, wrzuciła słowo i śmiechem przerywany spór toczył się już coraz weselszy…

Hr. Reuss z niezmierną bacznością przysłuchiwała się każdemu słowu pani Hoym, tajemnie przypatrywała się jéj z jakimś niepokojem dziwnym; zdawała wrzucać pytania, chcąc w odpowiedziach coś więcéj usłyszéć, nad to co one zawierały. Anna przeszła wkrótce z rozdraźnienia rannego w stan jéj wiekowi właściwy, zaczęła dowcipkować i śmiać się, rzucając z wielką łatwością słówkami iskrzącemi tysiącem ostrych brylantów. Z odwagą, ze szczerością niezwykłą opowiadała o sobie, swych uczuciach i przeczuciach. Pani Reuss przyklaskiwała. Po kilkakroć chciała ją uścisnąć, tak się ucieszyła żwawością młodzieńczą tego umysłu, który w spokoju i ciszy całą dziewiczą zachował potęgę.

– Cudowna Anna nasza! zachwycająca! niezrównana! – wołała. Jutro wieczorem cały dwór u kolan jéj leżéć będzie. Hoym wcześnie powinien sobie przygotować pistolety. Teschen zachoruje i omdleje znowu, ona co tak jest skłonną do mdłości odkrywających jéj wdzięki!

Vitzthumowa śmiała się… Reuss opowiadała z tego powodu młodéj pani, jak księżna Lubomirska zdobyła króla serce omdleniem na widok jego upadku z konia. Omdleli naówczas oboje, bo i król także ranny mocno w nogę, stracił przytomność. Przebudzenie było rozkoszne… bo August klęczał u nóg jéj, gdy po raz pierwszy otwarła oczy…

– Niestety! – dodała Reuss – dziś gdyby nawet napadły ją mdłości, królby się może raczéj przestraszył niż uradował niemi. Przeszły pierwsze zapały. Na jarmarku lipskim Najjaśniejszy Pan puścił sobie cugle i dokazywał z francuzkiemi aktorkami. Co gorzéj, mówią że się szalenie zakochał w księżnie Anhalt-Dessau… od któréj tylko doznał nielitościwéj oziębłości… Fürstemberg słyszał od niego niedawno, że serce ma wolne i gotówby jakiéj piękności uczynić z niego ofiarę.

– Spodziewam się – rzekła obrażona nieco Anna – iż mnie kochana hrabino nie posądzisz o to, bym stanęła w rzędzie z francuzkiemi aktorkami, choćby po drugiéj stronie księżne się znalazły… Serce królewskie wcale nie wesołym jest darem, a moje coś więcéj warto niż resztki po księżnie Teschen…

Reuss zarumieniła się mocno.

– Cicho! cicho! dziecko jakieś – odezwała się oglądając – któż ci mówi o tém. Paplemy o wszystkiém… dobrze, byś na wszystkie wypadki była przygotowaną.

Vitzthum i ja przyślemy ci kupców naszych i szwaczki… jeśliś swoich brylantów nie wzięła z domu, albo ci ich braknie, Meyer pożyczy w największym sekrecie jakich tylko zapragniesz, niewidzianych tu na dworze. Usłużny jest i grzeczny… To mówiąc wstały obie i poczęły ściskać Annę, która je milcząc do drzwi salonu przeprowadziła… Hoym już się nie pokazał, w gabinecie pełno było urzędników od akcyzy.

U wschodów na dole stała kareta hr. Reuss, do któréj wsiadły obie. Jakiś czas milczały zamyślone. Vitzthum piérwsza przerwała to zadumanie:

– Co pani wróżysz? – spytała.

– To nieuchronne – szepnęła hrabina – to konieczne: Hoym od dziś dnia za wdowca się uważać może. Anna dumną jest… będzie się szczęściu opierać długo, ale nic króla więcéj nie draźni nad taki opór z którym walczyć musi. Jest jak anioł piękną, śmiałą, dowcipną, dziwaczną: wszystko to przymioty które nie tylko ciągną ale i wiążą. Droga moja, będziemy z nią teraz jak najlepiéj nim pochwyci w ręce wodze, potém byłoby zapóźno… Ja ciebie, ty mnie wspomagaj: dajmy sobie ręce. Przez nią króla miéć będziemy, ministrów, wszystko. Teschen zgubiona, co mnie niewymownie cieszy; u téj nudnéj, sentymentalnéj księżnéj nigdym nic zyskać nie mogła. Ma téż dosyć: syn uznany, księztwo nadane, bogactwa ogromne: królowała nam zadługo. Schodzi z pola, król się nudził, a jeśli kiedy, to teraz gdy jest tak nieszczęśliwym, pociechy potrzebuje i rozrywki.

Fürstemberg, ja i ty potrafimy to nareszcie że ją obalim. Dość mamy wszyscy téj cudzoziemki. Trzeba tylko całą intrygę prowadzić rozumnie, ostrożnie, może powoli, bo Anna szturmem się wziąć nie da: nadto jest dumną.

– Biédny Hoym! – zaśmiała się Vitzthumowa – jeśli będzie miał rozum…

– Zyszcze na tém: nie kochał jéj od dawna rozpustnik – przerwała hr. Reuss – choć jesteś jego siostrą, mogę przed tobą mówić otwarcie. Sam zresztą zgotował sobie ten dramat, którego padnie ofiarą.

– Posądzam Fürstemberga!

Hr. Reuss zmierzyła ją bystrém, przelotném wejrzeniem i w oczach jéj błysnęło na chwilę, coś, jakby iskierka szyderstwa: ruszyła ramionami.

– A są osoby predestynowane! – rzekła z ironią.

Nagle, po kobiecemu jakoś zaśmiała się głośno. – Wiész – dokończyła – powinna włożyć suknią pomarańczową i korale. Włos ma kruczy, cerę dziecinnéj świeżości, będzie jéj cudnie do twarzy. Uważałaś jaki to ogień w tych oczach.

– I jaka duma! niestety! – dodała Vitzthumowa.

– Niechno króla zobaczy! – zakończyła pierwsza – niech August zapragnie się jéj podobać, ręczę ci i głowę i dumę straci.

1
...
...
14

Бесплатно

0 
(0 оценок)

Читать книгу: «Hrabina Cosel»

Установите приложение, чтобы читать эту книгу бесплатно