Читать бесплатно книгу «Lambro» Juliusz Słowacki полностью онлайн — MyBook
image

X

 
Ranek był. Morze rozpalone świtem
Wre z dala, szumi i srebrzy sią w pianę,
Potem portową groblą odłamane,
Brzegi spokojnym oblewa błękitem;
A brzeg wysoko szarzeje granitem.
Wyżej palm błyszczy zieloność wesoła.
Te palmy, w niebo sięgające szczytem,
Jako nam istność malują anioła;
W mgle mają stopy – a w błękicie czoła.
 
 
O! jakże smutny fali szum bezdenny,
Co się z cichego morza wydobywa!
 

Конец ознакомительного фрагмента.

Бесплатно

0 
(0 оценок)

Читать книгу: «Lambro»

Установите приложение, чтобы читать эту книгу бесплатно