Ranek był. Morze rozpalone świtem
Wre z dala, szumi i srebrzy sią w pianę,
Potem portową groblą odłamane,
Brzegi spokojnym oblewa błękitem;
A brzeg wysoko szarzeje granitem.
Wyżej palm błyszczy zieloność wesoła.
Te palmy, w niebo sięgające szczytem,
Jako nam istność malują anioła;
W mgle mają stopy – a w błękicie czoła.
O! jakże smutny fali szum bezdenny,
Co się z cichego morza wydobywa!
О проекте
О подписке
Другие проекты